Z jakim bagażem przychodzisz do pracy w żłobku? Czy uczelnia wyposażyła Cię w wystarczającą wiedzę? Czy otrzymałaś narzędzia do pracy?
Czyli o tym czy program studiów pedagogicznych oraz rynek naukowy w Polsce jest dostosowany do wymogów jakie niesie ze sobą praca w żłobku.

Swoje rozważania rozpocznę od kwestii specjalizacji pedagogicznych, dających uprawnienia do pracy w żłobku. Ustawa z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3, Art. 16. dokładnie opisuje nam, kto takie uprawnienia nabywa. Dla uproszczenia specjalizacje te podzielę na trzy główne kategorie:
- kierunki medyczne
- kierunki związane z wczesną edukacją i wychowaniem przedszkolnym
- kierunki opiekuńczo-wychowawcze
(w tym miejscu zaznaczę, że nie są to wszystkie kierunki, powyższy podział stworzyłam, ze względu na fakt, że zdecydowana większość kandydatów do pracy w żłobku, posiada powyższe kwalifikacje).
KIERUNKI MEDYCZNE
O ile możemy sobie wyobrazić, że w znacznej większości absolwenci pielęgniarstwa czy położnictwa będą posiadali dużą wiedzę dotyczącą rozwoju maluchów i ich potrzeb fizjologicznych, o tyle możemy też uznać, że nikt na studiach nie uczył ich o potrzebach poznawczych czy emocjonalnych dzieci. Żeby nie opierać się jedynie na domysłach, sprawdziłam programy studiów Uniwersytetu Medycznego w Lublinie i stwierdziłam, iż jest tak jak napisałam. Od położnej dowiemy się wiele o tym, czy nasz maluch dobrze rośnie, co powinien jeść i skąd mogą pojawiać się u niego pokrzywki, ale nie dowiemy się od niej, czy dziecko prawidłowo rozwija się emocjonalnie, społecznie czy poznawczo (nie chcę tutaj niczego ujmować wszystkim mądrym położnym i pielęgniarkom, z których zapewne nie jedna jest mądrzejsza od nie jednego pedagoga – mówię tu jedynie o wiedzy wyniesionej z programu studiów). Nie martwiłabym się tym jednak zbytnio, gdyż z doświadczenia wiem, że zespołu opiekunów w żłobku nie buduje się już jedynie z pielęgniarek czy położnych (jak kiedyś, kiedy to żłobki były ZOZ-ami czyli Zakładami Opieki Zdrowotnej). Niewątpliwie jednak obecność w zespole przynajmniej jednej osoby z wykształceniem medycznym, znacząco poprawia jakość pracy i opieki.
KIERUNKI ZWIĄZANE Z WCZESNĄ EDUKACJĄ I WYCHOWANIEM PRZEDSZKOLNYM
Przechodząc dalej, skupmy się na absolwentach studiów pedagogicznych – gdyż to oni tworzą armię opiekunów, którzy na co dzień zajmują się naszymi dziećmi. Na pierwszy rzut oka, można stwierdzić, że nazwy: “Edukacja wczesnoszkolna”, “Wychowanie przedszkolne”, “Wczesna edukacja” itp. odnoszą się do EDUKACJI, za którą w naszym kraju odpowiada Ministerstwo Oświaty. Żłobki jednak, jak wiemy, to inne Ministerstwo (MPiPR) i bynajmniej nie – oświata. W większości podręczników, czy programów studiów, samo słowo edukacja zakłada, że jeśli mówimy o procesie nauczania i uczeniu się, to dopiero od wieku przedszkolnego. Rodzą sie zatem pytania: Co dziecko robi przed ukończeniem trzeciego roku życia? Nie uczy się? Dlaczego “nauka o nauce” rozpoczyna się na etapie lat trzech?
KIERUNKI OPIEKUŃCZO-WYCHOWAWCZE
Poza powyższymi mamy też kierunki opiekuńczo-wychowawcze. Niestety wszystko (a przynajmniej większość) zagadnień związanych z opieką i wychowaniem małego dziecka, dotyczy triady matka-dziecko-ojciec czyli opieki indywidualnej.
Podsumowując w wielkim skrócie i uproszczeniu chodzi o to, że żłobki – czyli opieka zbiorowa nad dziećmi najmłodszymi, nie jest przedmiotem nauczania na zdecydowanej większości uczelni pedagogicznych w Polsce. Dlaczego niemal nikt nie uczy uczyć przyszłych pracowników żłobków?
No dobrze, no i co z tego? “Przecież to tylko żłobki “ – można by powiedzieć. -”W końcu te dzieci są tak małe, że najważniejsze to przypilnować, by były przewinięte, najedzone, wyspane i bezpieczne.” To myśl wynikającą z potocznego, powszechnego przekonania, a nie fakty płynące z badań naukowych.
Te mówią jednak same za siebie, że:
- do 5. roku życia kształtuje się nasz mózg (ok. 95% jego wielkości) i co ważne, kształtuje się on, nie od trzeciego roku życia, a od trzeciego trymestru ciąży!
- doświadczenia wczesnego dzieciństwa, są kluczowe dla naszego rozwoju społecznego, emocjonalnego, kognitywnego czy fizycznego.
Brzmi poważnie – prawda? Zatem skoro etap wczesnego dzieciństwa jest tak znaczący w wychowaniu przyszłego pokolenia – to o co chodzi? Dlaczego jest tak lekceważony?
Idziemy dalej. Teraz popatrzmy na statystyki związane z ilością miejsc w żłobkach.
W 2020 roku ilość miejsc w żłobkach wystarczała dla 25,5% dzieci, w wieku od roku do lat trzech. Taką liczbę podało Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. Co ważne uwzględnia ona również opiekę sprawowaną przez nianie. Oznacza to mniej więcej tyle, że pozostałe 74,5% maluchów pozostaje z opiekunem (mamą, tatą, babcią, etc.) w domu. Nie jest jednak tak, że te 74,5% dzieciaków, pozostaje w domu w wyniku świadomej i zaplanowanej decyzji swoich rodziców – wtedy wszystko byłoby ok. Powszechnie jednak wiadomo, że choć rodzice chcieliby posyłać dziecko do żłobka, to nie mogą – miejsc w żłobkach jest zbyt mało.
Dla potwierdzenia przytoczę wyniki raportu z badania przeprowadzonego przez “The village” – Aleksandrę Kozerę wraz z zespołem. Raport analizuje i podsumowuje wnioski z ankiety dla rodziców dzieci do lat 3 przeprowadzonej w ramach projektu badawczego na Harvard University (Graduate School of Education) z obszaru innowacji w edukacji wczesnoszkolnej. Autorzy raportu analizowali odpowiedzi 256 kobiet reprezentujących różne grupy społeczne. Kluczowe wnioski z raportu, mówią, że ankietowane mamy, chciałyby:
- większej ilości żłobków publicznych
- bardziej powszechnego dostępu do metod wychowawczych w filozofii Montessorii etc.
- lepszych pensji dla opiekunek
- dostępności żłobków dla jedynaków (w większych miastach)
- większej elastyczności pracodawcy
Co ciekawe większość ankietowanych, deklarowała, że kluczowym czynnikiem w wyborze opieki dla dziecka do lat 3, jest jakość placówki poparta opiniami innych (51%), lokalizacja (35%) i jakość personelu (34%).
Mamy więc na rynku duże zapotrzebowanie na miejsca w żłobkach. Podkreślić w tym miejscu też trzeba, że na miejsca wysokiej jakości. A tych brakuje (nie tylko tych bardzo dobrych – miejsc w żłobkach po prostu brakuje ).
Jaki to ma związek z edukacją pedagogów na studiach, o czym pisałam wyżej? Ujmę to krótko:
- środowiska akademickie nie są zainteresowane kształceniem w zakresie edukacji wczesnodziecięcej – co ważne – w aspekcie opieki zbiorowej, a nie indywidualnej.
- w Polsce brakuje nie tylko miejsc w żłobkach – w ogóle. Brakuje również miejsc wysokiej jakości, a tych chcą rodzice dla swoich dzieci. Ponadto, ogólny brak miejsc, tworzy sprzyjające środowisko do istnienia i funkcjonowania miejsc o niskiej jakości. Nie ważne bowiem jaki żłobek jest, i tak miejsc brakuje, więc zostaną one zajęte.
- etap wczesnego dzieciństwa jest kluczowym w życiu człowieka i to od niego zależy jakim będziemy społeczeństwem za lat 10, 20 czy 30. Jaki wpływ na tę sytuację mają dwa pierwsze problemy? Wydaje się, że jednoznacznie negatywny.
Wracając do pytania ze wstępu: “Czy uczelnia wyposażyła Cię w odpowiednią/przydatną wiedzę? Trochę? Wcale?”
Wracając do pytania ze wstępu: “Czy uczelnia wyposażyła Cię w odpowiednią/przydatną wiedzę? Trochę? Wcale?”
muszę stwierdzić, że z rozmów z opiekunkami wynika, iż mają znaczne trudności podczas rozpoczęcia pracy w żłobku. Nie otrzymały podstaw teoretycznych na studiach. Swoją wiedzę czerpią z nabywanego na bieżąco doświadczenia (czyli metodą prób i błędów) lub od starszych stażem koleżanek. I tutaj pada kolejne pytanie: Skąd wiedzę mają starsze stażem koleżanki? Czy kadra jest szkolona? Czy może żłobek pracuje w trybie: nakarm – przewiń – uśpij i trzyma się metod tzw. “zimnego chowu”? Czy może znane są im podstawy neurodydaktyki, fundamentalnych treści związanych z rozwojem dzieci małych i wiedzę tę wykorzystują w pracy?
Niewątpliwie rola w jakiej są stawiane pedagożki rozpoczynające pracę w żłobku jest najzwyczajniej w świecie trudna – rozpoczynają ją bez teoretycznego bagażu pt. “grupa dzieci w wieku 1-3 – jakie metody pracy stosować, jakie metody w ogóle działają w grupie”.
Odpowiadając na panie numer 2: “Czy otrzymałaś narzędzia do pracy?”,
Odpowiadając na panie numer 2: “Czy otrzymałaś narzędzia do pracy?”,
w skrócie rzecz ujmując – stwierdzam – szczątkowe. Na rynku wydawniczym istnieje kilka pozycji literackich skupiających się na opiece nad dziećmi w żłobkach (jeśli znacie takie pozycje, to podsyłajcie tytuły – zróbmy bazę literatury “okołożłobkowej” ). Nie będę w tym miejscu rozwijać, ile poradników metodologicznych, literatury naukowej, popularnonaukowej czy publicystycznej w tematyce wychowania przedszkolnego istnieje na rynku. Z całą pewnością brakuje tego w branży żłobkowej. Wychowawcy w żłobkach eksperymentują . W ich odpowiedziach na pytanie: “Skąd czerpią inspiracje i wiedzę niezbędną do ich pracy”, najczęściej słyszę
- szeroko pojęty Internet (fora, grupy na FB, blogi)
- poradniki dla przedszkoli do grup najmłodszych (stamtąd “wybierają” to, co są w stanie przyswoić maluchy żłobkowe.
Działają zatem z tym co mają – a mają niewiele.
A Ty? Jak postrzegasz sytuację wychowawców w żłobkach w naszym kraju?






